Inne federacjeMMA

KSW 70 – wielki Pudzian

30 maja, 2022

Fantastycznym widowiskiem okazała się sobotnia gala KSW 70, która odbyła się w łódzkiej Atlas Arenie – także za sprawą bukmacherskich underdogów, którzy wygrali aż pięć z dziewięciu walk.

Na długo zapadnie w pamięci nadwiślańskim fanom MMA sobotnia gala KSW 70, którą zwieńczyło cieszące się gigantycznym zainteresowaniem starcie pomiędzy jednym z głównych ojców-założycieli sukcesu dyscypliny w Polsce Mariuszem Pudzianowskim i byłym mistrzem wagi średniej Michałem Materlą.

W drodze do walki „Pudzian” był gremialnie skreślany nie tylko przez gro fanów, ekspertów większych i mniejszych oraz bukmacherów, ale także osoby ze swojego bliskiego kręgu sportowego – szans na zwycięstwo nie dawali mu bowiem nawet jego klubowi koledzy z Warszawskiego Centrum Atletyki w osobach Artura Szpilki, Daniela Omielańczuka czy w mniejszym stopniu Izu Ugonoha.

Były strongman zagrał jednak na nosie wszystkim krytykom, zamykając usta niedowiarkom. Na tle ślamazarnego szczecinianina prezentował się świetnie, neutralizując jego najgroźniejsze bronie – tj. parter (wybronił się przed próbą sprowadzenia walki na dół) oraz fiormowym prawym sierpowym Materli, który kilka raz świetnie zblokował, raz nawet karcąc rywala w kontrze.

W finalnej akcji – po ledwie 107 sekundach zawodów! – Mariusz Pudzianowski grzmotnął „Berserkera” potężnym prawym sierpowym, by następnie brutalnie ściąć go z nóg soczystym podbródkiem. Szczecinianin runął na deski bez życia, inkasując jeszcze potężny „gwóźdź” ze strony „Pudziana”. Sensacja stała się faktem!

Mariusz Pudzianowski odniósł tym samym najcenniejsze zwycięstwo w dotychczasowej karierze, w wieku 45 lat prezentując życiową formę.

Długo jednak nie pozwolono zwycięzcy na celebrację. Ledwie powiedział pierwsze słowa w wywiadzie, jakiego udzielał po walce, a do klatki wparował Mamed Khalidov, garnąc się do konfrontacji z byłym strongmanem. Obaj zawodnicy potwierdzili gotowość do pójścia w bitewne tany w przyszłości.

Także w co-main evencie bukmacherski underdog zaskoczył. Ricardo Prasel poddał w pierwszej rundzie powracającego pod sztandar KSW po 13 prawie latach Daniela Omielańczuka. Polak rozdawał co prawda karty w szermierce na pieści i kopnięcia, ale przewróciwszy Brazylijczyka, popełnił błąd okrutny, niebu obrzydły – zszedł mianowicie za rywalem do parteru, do jego królestwa. W walce na chwyty Prasel szybko wypracował sobie dogodną pozycję, atakując „Taktarovem”. Omielańczuk nie miał wyboru, z grymasem potwornego bólu wymalowanego na twarzy poddając walkę.

Brazylijczyk najprawdopodobniej utorował sobie w ten sposób drogę do mistrzowskiego boju z od lat rozdającym karty w wadze ciężkiej KSW Philem De Friesem.

Były kickbokser i pięściarz Izu Ugonoh – także faworyzowany przez bukmacherów – przegrał w rewanżu z Markiem Samociukiem. Ten ostatni zaatakował bardzo agresywnie od pierwszych sekund pojedynku, szybko przenosząc walkę do parteru, gdzie niepodzielnie panował. Unieruchomiwszy Ugonoha w fatalnym położeniu, zasypał go gradem uderzeń, nie dając sędziemu wyboru – walka została przerwana.

Mając na uwadze wypowiedzi współwłaściciela KSW Macieja Kawulskiego, nie sposób wykluczyć, że na tym starciu przygoda Izu Ugonoha z polskim gigantem dobiegnie końca. Jego bilans w klatce KSW wynosi bowiem obecnie 1-2.

W ważnym dla układu sił w kategorii półciężkiej starciu wyraźnie faworyzowany Ivan Erslan dopełnił formalności, nokautując w pierwszej rundzie Rafała Kijańczuka. Chorwat uczynił tym samym ważny krok w drodze do walki o dzierżony przez Ibragima Chuzhigaeva pas mistrzowski kategorii półciężkiej.