Piłka nożna

90 minut nie wystarczy?

14 maja, 2022

W tym roku Chelsea i Liverpool mierzyły się ze sobą już trzy razy i za każdym padał remis. Dwa ligowe pojedynki dały rywalom po punkcie, a w finale Pucharu Ligi Angielskiej konieczne było rozstrzygnięcie w rzutach karnych. Dziś kolejny finał i okazja do rewanżu dla The Blues. Stawką Puchar Anglii.

Wróćmy więc do starć Chelsea z Liverpoolem w bieżącym sezonie. Zaczęło się 28 sierpnia zeszłego roku od remisu 1:1 na Anfield. Goście prowadzili 1:0 po bramce Kaia Havertza, ale w końcówce pierwszej połowy najpierw stracili Reece’a Jamesa, a zaraz potem bramkę z rzutu karnego, który spokojnie wykonał Mohamed Salah. Liverpool w drugiej połowie nie potrafił wykorzystać przewagi liczebnej. Styczniowy rewanż był naprawdę znakomity, a zapamiętany został głównie ze względu na kapitalną bramkę Mateo Kovacicia. Chorwat w 42. minucie zdobył bramkę kontaktową dla Chelsea, a parę chwil później do stanu 2:2 doprowadził Christian Pulisic. Chelsea odrobiła stratę, która wynikała z bramek Sadio Mane i Salaha. Druga połowa goli nie przyniosło. A pan Kovacić huknął tak:

 

Trzecie starcie The Blues z The Reds rozegrano 27 lutego na Wembley, a stawką było zwycięstwo w Pucharze Ligi. Tym razem bramek nie przyniosło tak druga, jak i pierwsza połowa. Dodatkowe 30 minut także bez bramek i zawodnicy obu ekip wzięli się za strzelanie z punktu karnego. Trafiali zgodnie jak jeden mąż i długo konkurs nie znajdował rozstrzygnięcia. W końcu w 11. serii do piłki podszedł Kepa i posłał ją wysoko nad poprzeczką. Trofeum powędrowało na Anfield. A strzał Kepy wyglądał tak (zmemowane):

 

Do końca sezonu odliczamy już tylko dni, a Liverpool wciąż ma szansę na poczwórną koronę. Do Pucharu Ligi dziś może dołożyć Puchar Anglii, a za dwa tygodnie kolejny finał – tym razem Champions League. Po drodze rozstrzygną się losy tytułu mistrzowskiego w Premier League. Tu sytuacja The Reds jest jednak trudna, by nie powiedzieć, że beznadziejna. Do końca dwie kolejki, a Manchester City ma 3 punkty więcej i lepszy bilans bramkowy. The Citizens mogą sobie pozwolić na jedną porażkę, a przed nimi mecze z West Hamem i Aston Villą. Wydaje się, że po raz kolejny tytuł zgarnie Pep Guardiola i jego kapela, a Jurgen Klopp w dwóch finałach – na Wembley i Stade de France – powalczy o potrójną koronę.

Niegdyś Kloppa określano specjalistą od porażek w finałach. Miał naprawdę fatalną serię sześciu przegranych finałów z rzędu, sięgającą jeszcze czasów Borussii Dortmund. Ale tamte złe chwile odeszły w zapomnienie. The Reds wygrali przecież Champions League w 2019 roku, a o triumfie w tegorocznym EFL Cup już przecież wspominaliśmy.

Thomas Tuchel nie chce jednak skończyć sezonu z pustymi rękami. W ubiegłym odmienił oblicze Chelsea do tego stopnia, że The Blues sięgnęli po triumf w Lidze Mistrzów. Dotarli zresztą wówczas także do finału Pucharu Anglii, ale na Wembley musieli uznać wyższość Leicester. Zresztą, rok wcześniej ekipa ze Stamford Bridge także grała w finale, ale wtedy górą był Arsenal. Trzecia porażka w finale FA Cup z rzędu byłaby dla fanów Chelsea bardzo bolesnym doświadczeniem.

Dla Chelsea to 16. finał i szansa na 9. trofeum w najstarszych rozgrywkach piłkarskich świata. Liverpool ma ciut gorsze liczby – dziś wystąpi w finale 15. raz i może sięgnąć po 8. puchar. Dla Chelsea finały w ostatnich latach to reguła – w sześciu ostatnich sezonach (licząc bieżący) The Blues zabrakło w finale tylko raz! W 2018 roku trofeum udało się podnieść po finale z Man Utd. Co innego The Reds – oni czekają na swój Puchar Anglii od 2006 roku, a po drodze byli tylko w jednym finale. W 2012 roku przegrali… z Chelsea, a jakże!

W Chelsea zabraknie dziś przede wszystkim przywoływanego już Kovacicia. Nie zagra także Ben Chilwell, który dawno temu zakończył już sezon 21/22. Niepewny jest udział w finale N’Golo Kante. Po stronie Liverpoolu sytuacja kadrowa jest bardzo dobra – znak zapytania stoi jedynie przy nazwisku Fabinho. Brazylijczyka prawdopodobnie zabraknie z powodu urazy mięśnia dwugłowego.

Początek dzisiejszej batalii na Wembley o 17:45 czasu polskiego. Czy znów padnie remis i konieczna będzie dogrywka? Transmisję można znaleźć m.in. w Unibet TV!