Piłka nożnaPremier League

Arsenal wygrywa na start

6 sierpnia, 2022

Tyle czekania i wreszcie ruszyła Premier League! Na pierwszy ogień w piątkowy wieczór poszedł Arsenal i wytrzymał rolę faworyta. Bramka Martinelliego w pierwszej i samobój Guehiego w drugiej połowie załatwiły sprawę. Kanonierzy wygrali 2:0 na Selhust Park.

Największą nowością Premier League w Polsce jest przede wszystkim zmiana nadawcy. Liga, która od wielu lat żyła w symbiozie z Canal+, jest teraz pokazywana na platformie viaplay. I tego właśnie dotyczyły największe obawy. Jak widać po komentarzach na Twitterze, w większości spotkanie działało bez zarzutów, do tego merytorczne studio z udziałem ekspertów zostało nam przydzielone już godzinę przed meczem, więc można było się trochę rozgrzać. Wiadomo, w końcu czekało się dwa i pół miesiąca, żeby zasiąść do ligi, która wyzwala najwięcej emocji, bo to właśnie tam są największe pieniądze i największe gwiazdy. Do tego na pierwszy ogień poszedł Arsenal, a więc drużyna-zagadka, którą oglądało się w sparingach z wielką ekscytacją. Z zaciekawieniem czekało się na to, co pokażą nowi piłkarze, jak Jesus i Zinczenko, już w meczu o stawkę.

Arsenal w sparingach wymiatał, zbudował wyjątkowo wielkie nadzieje w przedsezonowych meczach. Przede wszystkim zdemolował Chelsea i Sevillę. Tych pierwszych 4:0, a drugich 6:0. Zresztą ten mecz z Hiszpanami był ostatnim sprawdzianem Kanonierów. Gabriel Jesus szczególnie szybko zaskarbił sobie sympatię, bo już po 85 sekundach w debiucie z Norymbergą trafił po raz pierwszy i w tym samym meczu po raz drugi. Potem wpisał się na listę strzelców z Evertonem, Chelsea i trzykrotnie z Sevillą. Nowy piłkarz, przedsezonowe sparingi, a on uzbierał tam siedem bramek i świetnie się wkomponował. W pierwszym meczu Premier League trochę zabrakło mu skuteczności, choć w pierwszej połowie czarował i dryblował.

A bohaterem meczu został… William Saliba, który czyścił dosłownie wszystko. Wybijał, przecinał, odbierał. Po prostu rządził. A to był jego… debiut w Premier League, mimo że od trzech lat jest piłkarzem Arsenalu. Wcześniej nie bardzo cenił go Mikel Arteta, sam zawodnik nie rozumiał dlaczego został odstrzelony na starcie, nawet krytykował trenera publicznie, będąc na wypożyczeniu w Nicei. Został sprowadzony jeszcze przez Unaia Emery’ego i to za 30 milionów euro, ale nowy coach nie miał go w planach: – Ocenił mnie po dwóch i pół meczu. Chciałbym zagrać więcej, ale powiedział, że nie jestem gotowy. Naprawdę nie sądziłem, że zostanę kupiony za 30 mln euro do miejsca, gdzie ludzie będą wiele ode mnie oczekiwali, fani będą się ekscytować, a ja znajdę się w rezerwach. I będę grał zero… zero, nic. W Lidze Europy czy w lidze. Saliba pograł jeszcze rok w Marsylii i wrócił do Arsenalu, a w pierwszym meczu został MVP. Wypowiadając tamte słowa, musiał uważać, że w Londynie już nie pogra.

Głównie to Arsenal kontrolował spotkanie, choć bardziej w pierwszej połowie. Crystal Palace było szybko kasowane, za to Kanonierzy klepali sobie pod bramką Guaity, a piłka chodziła szybciutko od nogi do nogi. Martinelli mógł mieć do przerwy dwa gole, ale w jednej sytuacji kompletnie zawalił i nie trafił w ogóle w bramkę. Potem już wykończył akcję z główki. To był mądrze rozegrany rzut rożny, wrzutka na zamykającego… Zinczenkę, czego mało kto się spodziewał i asysta Ukraińca z główki. Martinelli dołożył głowę z kilku metrów i Arsenal objął prowadzenie. W drugiej połowie zawodnicy Patricka Vieiry trochę już się rozhulali, co rusz na skrzydle zdziałać coś próbował Zaha, Arsenal igrał z losem, jednak nie skończyło się to konkretami. Kiedy gospodarze cisnęli, to dostali sztukę niespodziewanie, gdy po ciętym uderzeniu Saki, Marc Guehi tak nieszczęśliwie machnął głową, że ustrzelił samobója. I na tym emocje się skończyły.