Piłka nożnaPremier League

Liga dwóch prędkości?

4 sierpnia, 2022

Drugi Liverpool w tabeli końcowej poprzedniego sezonu miał 18 punktów przewagi nad trzecią Chelsea. W ostatnich latach Man City i The Reds zabetonowali czołówkę angielskiej ligi dla siebie. I nic dziwnego, że przed startem rozgrywek 22/23 wszyscy nastawiają się na batalię tej dwójki o mistrzostwo. Cała reszta gra w innej lidze.

DOMINACJA GUARDIOLI I KLOPPA
Oczywiście, nie spodziewamy się, że Tottenham czy Manchester United mogą walczyć o utrzymanie, a Fulham o europejskie puchary. Chodzi raczej o pokazanie, że Pep Guardiola i Jurgen Klopp dzięki swojej znakomitej pracy zbudowali przepaść. Rządzą niepodzielnie, co widać tak w wynikach, jak i w stylu gry. To pełna dominacja. Zresztą, zdobywanie ponad 90 punktów w sezonie w tak mocnej lidze jak Premier League to najlepszy dowód na siłę tego duetu.

Duetu, który właśnie rozegrał prolog do rozgrywek ligowych. W meczu o Tarczę Wspólnoty górą był Liverpool, który skompletował już komplet siedmiu najważniejszych trofeów pod wodzą Kloppa. W tej materii The Reds są lepsi od The Citizens. Guardiola nie potrafi wygrać Ligi Mistrzów od wielu sezonów, a przez to jego drużyna nie ma szansy na taki pęk trofeów – z automatu odpada też Superpuchar Europy i Klubowe Mistrzostwo Świata. Pep zdominował za to ligę angielską. Z pięciu ostatnich sezonów aż cztery kończyły się mistrzostwem Obywateli. Dwukrotnie tuż za plecami finiszowali The Reds. W sezonie 19/20, przerwanym przez pandemię i dokańczanym latem, triumfował zaś Liverpool, a Manchester City skończył drugi – z pokaźną punktową stratą, dodajmy.

Guardiola i Klopp darzą się sympatią i ogromnym respektem. Również dlatego wzajemna rywalizacja napędza ich do jeszcze wydajniejsze pracy i… dokonywania coraz lepszych transferów. Latem Manchester City pozyskał Erlinga Haalanda, który ma rozwiązać problem „dziewiątki” na Etihad Stadium. W meczu o Tarczę Wspólnoty Norweg nie błysnął, ale błyszczał już tyle razy w Borussii Dortmund, że nikt o ten transfer specjalnie się nie martwi. Sporo wydano również na Kalvina Phillipsa z Leeds. Ważnym ogniwem może okazać się wracający z wypożyczenia do River Plate Julian Alvarez – autor jedynej bramki dla City w sobotnim meczu z Liverpoolem. A’propos drużyny z miasta Beatlesów. Darwin Nunez to naprawdę konkretny zastrzyk jakości do pierwszej linii, która ucierpiała na odejściu Sadio Mane do Bayernu. Uzupełnieniem kadry Kloppa ma być zaś Fabio Carvalho z Fulham.

PORA NA PÓŁNOCNY LONDYN?
Czy ktokolwiek może podnieść rękę na tę dwójkę? Teoretycznie ustaliliśmy już, że nie, ale sport widział nie takie niespodzianki, a jeśli ktoś nie pamięta, to przypominamy sezon 15/16 zakończony mistrzostwem dla Leicester. Na pewno aż taką sensacją nie byłby tytuł w północnym Londynie, choć wydaje się, że zarówno Arsenal, jak i Tottenham mają wciąż za mało piłkarskich argumentów. Lato było jednak pełne optymizmu.

Zacznijmy od czwartej drużyny ubiegłego sezonu, która rzutem na taśmę wyprzedziła w tabeli lokalnego rywala, zapewniając sobie miejsce w Champions League. Antonio Conte wiedział, że musi przewietrzyć szatnię i dość szybko to zrobił. Na Tottenham Hotspur Stadium trafili Richarlison, Yves Bissouma, Djed Spence, Ivan Perisić czy Clement Lenglet. Do Ajaxu odszedł Steven Bergwijn, ale ponoć lista graczy, którzy dostali zielone światło w poszukiwaniu nowego pracodawcy jest znacznie dłuższa.

A co z Arsenalem? Tutaj powiększyła się brazylijska kolonia Gabrielów – do Martinellego i dos Santosa Magalhãesa dołączył Jesus. W Manchesterze City był wiecznym rezerwowym, a teraz chce wreszcie być postacią decydującą o jakości zespołu. Z City wyjęto także Oleksandra Zinczenkę. 35 mln euro wydane na Fabio Vieirę z FC Porto również robi wrażenie. Jednak największe wrażenie robią wyniki sparingów The Gunners – 4:0 z Chelsea czy 6:0 z Sevillą! Czyżby Mikel Arteta poukładał wreszcie wszystkie klocki na swoim miejscu? Kanonierzy zainaugurują sezon piątkowym meczem z prowadzonym przez innego Vieirę – Patricka – zespołem Crystal Palace. W poprzednim sezonie Arsenal nie wygrał żadnego z dwóch meczów przeciwko Orłom!

KŁOPOTY NA OLD TRAFFORD I STAMFORD BRIDGE
Mało kto wśród poważnych kandydatów do tytułu wymienia Chelsea czy Manchester United. Nic dziwnego – brak spektakularnych transferów to nie wszystkie problemy. W Chelsea doszło do zmiany właściciela. Roman Abramowicz po sankcjach nałożonych na rosyjskich oligarchów musiał sprzedać klub. Nowi sternicy nie są chyba rekinami biznesu transferowego. Niby udało się ściągnąć Raheema Sterlinga z Man City i Kalidou Koulibaly’ego z Napoli, ale lista graczy łączonych z Chelsea była bardzo długa, a większość tych transferów nie wypaliła. W dodatku za „grosze” do Interu wypożyczono Romelu Lukaku, a linię obrony osłabiły odejścia Antonio Rudigera i Andreasa Christensena. Obaj mogą spotkać się w El Clasico, bo ten pierwszy wybrał Real, drugi Barcelonę. Hiszpański wątek w przypadku Chelsea jest grany non stop – Barcelona wygrała z The Blues rywalizację o Roberta Lewandowskiego i Julesa Kounde, a w planie ma jeszcze wyciągnięcie Cesara Azpilicuety i/lub Marcosa Alonso. Z kolei londyńczycy zaginają parol na Frenkiego de Jonga.

Holender to także „crush” Erika ten Haga, który pracował z tym piłkarzem w Ajaksie. Ten Hag został nowym trenerem Manchesteru United, a fani na Old Trafford wiążą z nim wielkie nadzieje. Problem w tym, że na razie Czerwone Diabły zakontraktowały jedynie Christiana Eriksena, Lisandro Martineza i mało znanego Tylera Malacię z Feyenoordu. Oczekiwania były znacznie większe, bowiem ostatni sezon brutalnie obnażył słabość Red Devils na wielu pozycjach. Być może ten Hag uznał jednak, że problemem niekoniecznie są piłkarze, a brak umiejętnego zarządzania grupą. Z grupy tej odszedł Paul Pogba, a z takim samym zamiarem nosi się Cristiano Ronaldo, który za wszelką cenę chce grać w Lidze Mistrzów. Desperacko szuka więc nowego pracodawcy i chyba holenderski menadżer przestał już na niego liczyć. CR7 zagrał tylko 45 minut w ostatnim sparingu Man Utd z hiszpańskim Rayo Vallecano. Co dalej? Nie wiadomo.

NIE TYLKO BIG SIX
Ale Premier League to nie tylko potężna szóstka. Swoje imperium powolutku zaczyna budować Newcastle. Jeśli ktoś się spodziewał, że Sroki z miejsca zaczną wydawać setki milionów, sprowadzając największe gwiazdy, to była to błędna opinia. Eddie Howe stawia na bardziej przemyślane ruchy – na St James’ Park trafili Sven Botman, Matt Targett i Nick Pope. Spokojne ruchy na określone pozycje. Sporo mówi się o wyjęciu Jamesa Maddisona z Leicester, co byłoby już naprawdę mocnym uderzeniem, dającym nadzieję na coś więcej niż górna połówka, w co zdaje się celują Sroki jak na razie.

Czarnym koniem sezonu 21/22 był West Ham. Klub Łukasza Fabiańskiego nie stracił latem żadnego istotnego gracza, a postawił na wzmocnienia spoza Premier League – Gianluca Scamacca przychodzi z Sassuolo, a Nayef Aguerd z Rennes. Zmiennikiem Fabiańskiego będzie pewnie Alphonse Areola, wyciągnięty z PSG. Sporo ostatnio mówi się o powiększeniu polskiej kolonii w WHU, ale czy Piotr Zieliński zdecyduje się opuścić Napoli? Mało prawdopodobne.

W ostatnich sezonach do szerokiej czołówki przynależało Leicester, ale już ostatnia kampania pokazała, że to chyba wygaszanie fenomenu Lisów. To okienko przy King Power Stadium póki co nie zwiastuje niczego dobrego. Odszedł Kasper Schmeichel, a oprócz Jamesa Maddisona na celowniku potężniejszych firm znalazł się Youri Tielemans. Wzmocnień jak na razie brak, więc chyba przed ekipą Brendana Rodgersa maksymalnie środek tabeli.

Wśród kandydatów do miejsc w górnej połówce wymienia się Aston Villę, która sfinalizowała transfer Philippe Coutinho, a do tego sprowadziła Diego Carlosa z Sevilli, a także na zasadzie wypożyczenia Ludwiga Augustinssona, który ma zastąpić na lewej obronie Targetta. Rywalizację w bramce zwiększy zaś Robin Olsen z Romy. Aston Villi przyglądać się będziemy uważnie choćby ze względu na osobę Matty’ego Casha.

CO Z POLAKAMI?
No właśnie – Polacy. Wspomnieliśmy już o Fabiańskim i Cashu, którzy są raczej niepodważalnymi zawodnikami swoich drużyn. W podstawowym składzie Southampton miejsce mieć powinien Jan Bednarek. Czy to koniec? Jakub Moder leczy kontuzję i pewnie do gry będzie dopiero w 2023 roku. Z Brighton na kolejne wypożyczenie wypychany jest Michał Karbownik. Większe nadzieje można mieć wobec Kacpra Kozłowskiego, ale i on prędzej zostanie wypożyczony niż zacznie grać w Brighton. Najpewniej z Leeds odejdzie Mateusz Klich. Był wiernym „żołnierzem” Marcelo Bielsy, ale u Jessego Marscha raczej grać nie będzie. Ma przejść do Utrechtu. Ogólnie więc trudno nastawiać się na szczególnie „polski” sezon w Premier League.

BENIAMINKI NIE PRÓŻNUJĄ
Beniaminki przeważnie typowane są w gronie kandydatów do spadku. Trudno przypuszczać, by inaczej miało być w tym sezonie. Ale Bournemouth, a przede wszystkim Fulham i Nottingham Forest nie zasypiały gruszek w popiele. Na Craven Cottage trafili Joao Palhinha ze Sportingu, Andreas Pereira z Man Utd, Kevin Mbabu z Wolfsburga i Berna Leno z Arsenalu. Jeszcze bardziej na grubo poszli zwycięzcy baraży – Steve Cooper zakontraktował: Taiwo Awoniyia z Unionu, Neco Williamsa z Liverpoolu, Orela Mangalę ze Stuttgartu, Moussę Niakhate z Mainz, Giuliana Biancone z Troyes, Omara Richardsa z Bayernu oraz Lewisa O’Briena i Harry’ego Toffolo (obaj z Huddersfield). Łącznie wydano ponad 90 milionów euro!

Start rozgrywek już w piątek, a do maja karuzela najciekawszej ligi świata zakręci się 38 razy, jak zresztą zwykle. W tym roku mecze Premier League do obejrzenia głównie w Viaplay, choć i Canal+ zdobył prawa do dwóch najciekawszych meczów w kolejce.