EkstraklasaPiłka nożna

Lokomotywa w drodze po tytuł?

25 grudnia, 2021

Polscy ligowcy udali się na zasłużony wypoczynek. Tym razem zimowa przerwa w Ekstraklasie jest wyjątkowo krótka i potrwa raptem 47 dni. 4 lutego o 18:00 najwierniejsi fani polskiej piłki zasiądą przed telewizorami, by oglądać mecz Bruk-Bet Termaliki z Jagiellonią, który zainauguruje zmagania ligowe w 2022 roku. Póki co na czele tabeli znajduje się poznański Lech, który dość mocnym krokiem zmierza po swoje marzenia. O Lechu i wielu innych w naszym podsumowaniu jesieni.

TO JEST TEN SEZON
Od Kolejorza zaczynamy. W ostatnich latach kibice Lecha musieli przełykać gorzką pigułkę za pigułką. Legia święciła sukcesy w lidze, a gdy nawet przegrała mistrzostwo, to nie z Lechem, a z gliwickim Piastem. W Pucharze Polski było nie lepiej – wprawdzie nie trzeba było patrzeć na rokroczne triumfy znienawidzonej Legii, ale jeszcze bardziej dojmujące jest chyba to, że po trofea sięgała Arka, Lechia, Cracovia czy Raków, a poznaniacy ciągle odchodzili z niczym. Ubiegły sezon zapowiadał się naprawdę dobrze, bo wspaniała kampania w eliminacjach Ligi Europy zakończyła się awansem do fazy grupowej. Wydawało się, że Lech nie ma prawa nie powalczyć o mistrzostwo, a tymczasem wszystko zawaliło się w spektakularny sposób. Lech nie tylko nie zdobył mistrzostwa kraju, ale nie znalazł się nawet w górnej połowie tabeli! Ba, nie zdobył nawet mistrzostwa Poznania, bo lepsza okazała się Warta. Cios obuchem w głowę dla fanów, których apetyty były rozbudzone jak nigdy. Oczywiście europejskie wojaże również skończyły się szybko i boleśnie, bowiem w grupie.

Jednak to wszystko to już przeszłość. Nagle w sezonie 21/22 wszystko zaczęło się zgadzać. Udane i odważne ruchy transferowe, solidna praca Macieja Skorży, kłopoty najgroźniejszych rywali w walce o tytuł. To nie była może idealna runda, ale skoro Lech prowadzi w tabeli, ma najwięcej punktów strzelonych goli, najmniej straconych bramek, a do tego gra dalej w Pucharze Polski, to trudno szukać powodów do narzekania. Mistrzostwo nie jest jeszcze na widelcu, ale cztery punkty zaliczki po jesieni to niezły punkt wyjścia. Można się tylko zastanawiać, czy zimą w Poznaniu będzie się już myśleć o walce o Europie za kilka miesięcy czy dominować będzie polityka małych kroków, bez snucia długofalowych strategii.

POGOŃ POGONI I NIE TYLKO
Kto może zagrozić Lechowi? Grupa pościgowa liczy sobie cztery drużyny, bo już umieszczanie tam szóstej w tabeli Wisły Płock byłoby przesadą. Płocczanie i tak mogą mówić o kapitalnej rundzie, szczególnie przed własną publicznością. Na remontowanym obiekcie w Płocku Nafciarze zanotowali bilans 8-2-0. Na wyjazdach było wręcz odwrotnie: 1-0-8. Zostawmy jednak Wisłę i wróćmy do tych, którzy chcą wiosną ruszyć w pogoń za Lechem. A skoro pogoń, to… właśnie Pogoń. Szczecinianie zajmują 2. miejsce, ze stratą czterech punktów. Były w tej rundzie momenty trudniejsze – seria trzech ligowych remisów, a potem porażka w Pucharze Polski z drugoligowym KKS Kalisz. Jednak jesień Portowcy zakończyli passą ośmiu meczów bez porażki. Trochę bolą dwa ostatnie remisy – z Górnikiem Zabrze i Wartą – straty do Kolejorza mogło nie być wcale. Kosta Runjaić może się jednak cieszyć, bo udało się wyjść z przelotnego kryzysu, a w dodatku w końcówce odpalił Kamil Grosicki, a przecież nie po to go sprowadzano, by stanowił typowy ligowy „dżem”. Ma być wiodącą postacią i w ostatnich kolejkach 2021 takową właśnie był. „Grosik” w formie to materiał na najlepszego skrzydłowego w lidze.

Podium uzupełnia Raków, który pod wodzą Marka Papszuna ewidentnie nosi buławę w plecaku. Wicemistrzostwo, Puchar i Superpuchar Polski mówią same za siebie. Kiedy postawić następny krok, jeśli nie teraz? Sprawy zapewne nie ułatwiają spekulacje, łączące Papszuna z Legią, ale póki co trener pozostaje pod Jasną Górą i gra o marzenia Rakowa. A te marzenia mogą się ziścić, jeśli drużyna nie będzie tracić punktów z takimi rywalami jak Górnik Łęczna, Cracovia czy nawet Górnik Zabrze. Wpadek było trochę za wiele i stąd 2 punkty straty do Pogoni oraz 6 do Lecha. Pytanie na zimę? Czy Raków pokusi się o zakup skutecznego napastnika, który mógłby skorzystać z nieprzeciętnych umiejętności Iviego Lopeza. A może to sam Hiszpan będzie wystawiany najwyżej, tak jak w ostatnim spotkaniu z Jagiellonią, wygranym 5:0?

Tematem na osobną dyskusję jest Lechia Gdańsk, która nieoczekiwanie była pierwszym klubem w tym sezonie, który zmienił trenera. Włodarze nie dogadali się z Piotrem Stokowcem na temat nowej umowy i rudowłosy szkoleniowiec dostał wilczy bilet, mimo że drużyna radziła sobie więcej niż przyzwoicie. Okazało się jednak, że odejście Stokowca niczego nie popsuło, a wręcz przeciwnie. Pod wodzą Tomasza Kaczmarka Lechia punktowała jeszcze lepiej – przynajmniej na początku. W ostatnich kolejkach było już znacznie gorzej. Cztery ostatnie mecze Lechii to aż trzy porażki. 1:5 z Pogonią było bolesne z uwagi na rozmiary, ale trudniej przejść do porządku dziennego nad porażką u siebie z Jagiellonią. Lechia ma osiem punktów mniej niż prowadzący Lech – mistrzostwo wciąż możliwe, ale nieszczególnie prawdopodobne.

RÓŻNE LOSY BENIAMINKÓW
Nie zapomnieliśmy o jeszcze jednej czołowej drużynie – to rewelacja rundy, Radomiak. Beniaminek zaskoczył wszystkich i chyba sam siebie, bo zamiast bić się o utrzymanie, walczy o europejskie puchary, a w zasadzie nawet o mistrzostwo. Radomiak uzbierał tyle samo punktów co Raków i ustępuje wicemistrzowi tylko gorszym bilansem bramek. Zespół zbudowany został bez wielkich nakładów finansowych, ale rozsądna polityka transferowa, poparta skutecznym skautingiem, a do tego świetna praca trenera Dariusza Banasika – to wszystko dało sukces, bo już niemal pewne utrzymanie w lidze na półmetku to sukces dla skromnego beniaminka z Radomia. A na tym się może nie skończyć. Ekipa Banasika rundę zakończyła symbolicznie, pokonując przy Legię 3:0. Symbolicznie, bo Banasik niegdyś w Legii pracował, ale tylko z młodzieżą i rezerwami.

Na drugim biegunie są pozostałe dwa beniaminki. Bruk-Bet Termalica zamyka tabelę. Zaledwie dwa zwycięstwa w 18 spotkaniach to trochę mało. Pytanie czy po zwolnieniu Mariusza Lewandowskiego państwo Witkowscy, sternicy klubu, szukać będą nowego trenera-ratownika czy misję walki o ligowy byt powierzą Waldemarowi Piątkowi, bo to on prowadził Bruk-Bet w ostatniej kolejce jesieni.

Z kolei w Górniku Łęczna nikt o zmianie trenera nie myślał i chyba był to strzał w dziesiątkę. Mimo że Górnik przegrywał mecz za meczem, często wysoko, to w klubie ufano Kamilowi Kieresiowi, który zrobił z drużyną dwa awanse w dwa sezony. Jeśli najbiedniejszy klub w Ekstraklasie dodatkowo utrzyma się w elicie, to Kiereś ustrzeli swoistego hat-tricka. A jest na to szansa, bo team z Lubelszczyzny zakończył rundę trzema kolejnymi zwycięstwami, co pozwoliło uciec ze strefy spadkowej. Cenne były też remisy z Rakowem czy Lechem. Górnik dość sensownie wzmocnił drużynę, także już w trakcie sezonu, a strzelecką formą błyszczał Bartosz Śpiączka – autor 9 goli. Żaden polski napastnik nie zdobył w Ekstraklasie więcej. Tyle samo tylko Karol Angielski z Radomiaka.

ROZCZAROWANIA
Górnik Łęczna dzięki bardzo dobremu finiszowi należy traktować mimo wszystko jako pozytywne zaskoczenie, bo po od tego zespołu nie oczekiwano cudów. W kategorii rozczarowań odbierać należy za to ciut wyżej notowane drużyny, z Zagłębiem Lubin na czele. Miedziowi rozbudzili apetyty swoich fanów niezłym sezonem 20/21, gdzie szansa na europejskie puchary została przegrana w ostatniej kolejce. Teraz jednak o pucharach nikt nie mówi, a coraz bardziej w oczy zagląda widmo spadku. Zagłębie w ostatnim tygodniu rozgrywek najpierw dostało baty od Legii (0:4), a potem przegrało w Łęcznej 1:2. Nie wiadomo co gorsze. Nic więc dziwnego, że trener Dariusz Żuraw dołączył do grona szukających pracy, a zastąpił go… Stokowiec. On na pewno będzie pasował do Zagłębia kolorem włosów.

Na pewno poniżej oczekiwań gra także Jagiellonia, w której notabene także doszło do zmiany trenera. To zresztą niezwykła historia, bo prezes Agnieszka Syczewska w wywiadzie udzielonym Weszło powiedziała, że Ireneusz Mamrot może spać spokojnie, a dosłownie kilka godzin po autoryzacji rozmowy… zwolniła trenera! Decyzja dość zrozumiała. Jaga wprawdzie ma dość bezpieczną przewagę nad strefą spadkową, ale z każdą kolejną serią gier grała coraz słabiej. Nie było widać żadnej myśli przewodniej, żadnego stylu gry. Zapowiada się na kolejny przebimbany sezon, w sumie nie wiadomo po co. No chyba, że dalsze kiepskie występy poskutkują nerwową grą o utrzymanie, bo i tego nie można wykluczyć. Póki co pozostaje kwestia, kto zastąpi Mamrota. Oczywistym kandydatem wydaje się Michał Probierz, który w trakcie rundy opuścił Cracovię. Cracovię, która na początku znów rozczarowywała, a potem zadomowiła się w środku tabeli, będąc zespołem całkowicie bezpłciowym, któremu ciężko kibicować.

Na dużo więcej liczyli także fani Wisły Kraków, której transfery, nie tylko piłkarzy, ale także wzmocnienia pionu sportowego z trenerem na czele, kazały sądzić, że pod Wawelem przyjdą lepsze czasy. Nie przyszły. Były momenty, ale z tej rundy zapamiętamy głównie kilka ładnych trafień, w tym to niesamowite Yawa Yeboaha w Łęcznej, a poza tym punktowo bryndza. Wisła ma raptem 5 punktów przewagi nad strefą spadkową, więc marzenia o powrocie do krajowej czołówki trzeba odłożyć na półkę i zakasać rękawy do bardziej przyziemnej roboty.

KARUZELA SIĘ KRĘCI
Jak widać z powyższych – trenerska karuzela kręci się w najlepsze. Łącznie pracę w czasie rundy straciło siedmiu szkoleniowców, a Mamrot to ofiara karuzeli nr 8. Największe kontrowersje wywołała decyzja włodarzy Warty Poznań, którzy wyrzucili Piotra Tworka, architekta sukcesów tego klubu w ostatnich latach. Dla Warty sam awans do Ekstraklasy był ogromnym osiągnięciem – tyleż miłym, co niespodziewanym. W debiutanckim sezonie Warciarze zajęli wysokie 5. miejsce, ocierając się o europejskie puchary. A mówimy o klubie biednym jak mysz kościelna. Trudno nie zauważyć tu podobieństw do Górnika Łęczna w tym sezonie. W Łęcznej jednak nikt Kamila Kieresia nie zwalnia, a w Poznaniu już pierwszy poważniejszy kryzys skończył się wypowiedzeniem z pracy dla Tworka. Misję walki o utrzymaniu powierzono Dawidowi Szulczkowi – to młody trener, na dorobku, ale mający bardzo dobrą opinię. Przynajmniej pod tym względem decyzja się broni, ale to tylko teoria, a wszystko zweryfikuje boiskowa praktyka. Ktoś z ligi spaść musi, a nieszczęśników będzie trzech.

POWROTY UDANE I MNIEJ UDANE
Przed startem rozgrywek 21/22 dużo mówiło się o powrotach piłkarzy do Ekstraklasy. Nadzieje były ogromne, bo i nazwiska robiły wrażenie. Runda to już chyba wystarczająco duża próbka czasu, by niektóre z powrotów zweryfikować wyraźnie negatywnie. Rozczarowali na pewno Adam Hlousek w Termalice, Dani Quintana w Jagiellonii, Barry Douglas w Lechu, Piotr Parzyszek w Pogoni. Więcej można było oczekiwać od Dominika Furmana w Wiśle Płock czy Janusza Gola w Górniku Łęczna. Podobnie sprawy się mają z Damianem Kądziorem – niby broni się asystami, ale grą na kolana nie rzuca. Mało w Lechu grają Artur Sobiech i Radosław Murawski. Na pewno jednoznacznie na plus ocenić należy powrót Michała Pazdana do Białegostoku – „minister obrony narodowej” jest czołowym stoperem ligi. O Grosickim już wspominaliśmy, więc nie ma sensu się powtarzać. Zresztą, to ten sam casus co przy Łukaszu Podolskim. On wprawdzie do Ekstraklasy nie wraca, ale od tak dawna zapowiadał swoją grę w Zabrzu, że wielu kibiców zżyło się z tą myślą. Początki były trudne. Wiele meczów bez liczb, brzydkie faule, problemy zdrowotne (m.in. covid). W końcu coś drgnęło. Zaczęły się asysty i gole, w tym naprawdę przepiękne. Nie napiszemy, że specjalnie na Podolskiego kupuje się bilety, bo to nie ten poziom, ale po dobrze przepracowanej zimie, wiosną być może tak będzie. Wciąż lewa noga byłego mistrza świata ma w sobie ładunek wybuchowy.

Do oczarowań dodać moglibyśmy także wspominaną już Wisłę Płock, czyli ekipę własnego boiska. Po teamie Macieja Bartoszka nie spodziewano się za dużo, a tymczasem za półmetkiem jest bardzo dobrze.

POLSKI BORAT
Było trochę o rozczarowaniach, było o oczarowaniu w postaci Radomiaka, ale nie można zapominać o Stali Mielec. W tym roku ekipa z Podkarpacia znów była przez wielu skazywana na spadek. Wśród nich był redaktor Weszło, Paweł Paczul, który powiedział nawet, że poprowadzi program „Liga Minus” w stroju Borata, jeśli jakimś cudem Stal się utrzyma w lidze. Wszystko wskazuje na to, że do tego kontrowersyjnego show dojdzie już koło kwietnia, bo mielczanie punktowali w tej rundzie znakomicie. Ostatecznie są na 8. miejscu i mają 12 punktów przewagi nad strefą spadkową, a tylko 7 straty do podium. Bohaterami Stali byli Mateusz Mak, który przeżył swoiste odrodzenie, a także transfer „last minute” – Fabian Piasecki. Wszystko sensownie poukładał trener Adam Majewski i wygląda na to, że Stal zagra w Ekstraklasie także w sezonie 22/23.

CO Z TĄ LEGIĄ?
Nie można zapomnieć o Legii Warszawa, której nazwa kilka razy już się przewinęła. Aktualny mistrz kraju tytuły na pewno nie obroni – to wiemy. Nie wiemy zaś, czy Legia w ogóle w lidze się utrzyma. Przez najbliższe tygodnie Wojskowych oglądamy w strefie spadkowej, na przedostatniej pozycji, ale za to z zaległym meczem do rozegrania. Gdyby Legia pokonała Bruk-Bet Termalicę, wówczas wyskoczyłaby ponad kreskę, kosztem beniaminka z Łęcznej. Jak do tego doszło? Co leży u podstaw tego wielopoziomowej katastrofy? To temat na oddzielny elaborat. Dość jednak powiedzieć, że z ośmiu zmian trenerskich w Ekstraklasie, aż 25% to dorobek Legii, która zaczynała rundę z Czesławem Michniewiczem, potem wymieniła go na Marka Gołębiewskiego, by w końcu postawić na Aleksandara Vukovicia. Ten ostatni i tak wciąż był na etacie w klubie, więc prezes Dariusz Mioduski, świadomy tego, że jego umizgi w kierunku Marka Papszuna raczej nie znajdą szczęśliwego finału już zimą, postanowił uśmiechnąć się do Serba. Ten z górnolotnymi hasłami o płonącym domu wrócił na ławkę trenerską, a tam zaliczył kilkudniowy rollercoaster – 4:0 z Zagłębiem i 0:3 z Radomiakiem. Legia oczywiście ma kadrę, która nawet przy tak rozbitej szatni powinna wystarczyć do utrzymania. Jednak problemy klubu z Łazienkowskiej są znacznie głębsze. Brak awansu do europejskich pucharów będzie równoznaczny z pogłębieniem finansowych tarapatów, a na dziś jedyną szansą na puchary jest wygraniem Pucharu Polski. Prezes Mioduski popełniał błędy, ale do tej pory tylko raz skończyło się to utratą mistrzostwa. Teraz liczba jego absurdalnych decyzji i jeszcze głupszych wypowiedzi przekroczyła pewne granice i nie da się ukryć, że rzutuje to na wynikach drużyny. Analizy ruchów i słów Mioduskiego robić nie będziemy – ten temat ostatnimi czasy w mediach sportowych wałkowany był setki razy. A zapewne każda kolejna wpadka Legii na wiosnę znów będzie uruchamiać tę płytę. I trudno się dziwić, bo oglądamy coś całkowicie bezprecedensowego. Legia jest najsłabszym mistrzem kraju w Europie – żaden obrońca tytuły nie punktuje tak żałośnie. Już sam fakt, że spadek stołecznej ekipy stał się dość realnym scenariuszem, jest sygnałem, jak bardzo zła była ta runda. Zła i paradoksalna, bo przecież Legia w pewnym momencie była liderem grupy w Lidze Europy, po zwycięstwach ze Spartakiem i Leicester. I nawet tu dokonała niechlubnego wyczynu – zajęła 4. miejsce w grupie, mimo dwóch zwycięstw na początek. Przed nią w Lidze Europy nie dokonał tego nikt. Chyba jednak nie o takie „rekordy” tu chodzi…

JEDENASTKA RUNDY
Na koniec nasza jedenastka tej rundy w Ekstraklasie.

Dante Stipica (Pogoń Szczecin) – Raphael Rossi (Radomiak), Antonio Milić (Lech Poznań), Michał Pazdan (Jagiellonia Białystok) – Jakub Kamiński (Lech Poznań), Damian Dąbrowski (Pogoń Szczecin), Joao Amaral (Lech Poznań), Fran Tudor (Raków Częstochowa) – Ivi Lopez (Raków Częstochowa), Erik Exposito (Śląsk Wrocław), Bartosz Śpiączka (Górnik Łęczna)