Pozostałe

Zmarzlik odczaruje Warszawę?

14 maja, 2022

Grand Prix powraca na Stadion Narodowy w Warszawie po dwóch pandemicznych latach przerwy, podczas których kalendarz cyklu był wywrócony do góry nogami, a stadion pełnił rolę… szpitala. Tym razem nic nie powinno przeszkodzić odjechaniu zawodów, których faworytem jest oczywiście Bartosz Zmarzlik.

Zresztą, dwukrotny mistrz świata jest mocnym faworytem całego cyklu. Jego najpoważniejszy rywal, aktualny mistrz, czyli Artiom Łaguta, został „wykopany” z Grand Prix ze względu na narodowość. Na horyzoncie nie widać jeźdźca, który mógłby na dystansie całego sezonu zagrozić Zmarzlikowi. I jakby na potwierdzenie tej tezy żużlowiec Stali Gorzów wygrał pierwszy turniej w Gorican dwa tygodnie temu. Na mecie wyprzedził Macieja Janowskiego, Mikkela Michelsena i Andersa Thomsena. Piąte miejsce w Chorwacji zajął Leon Madsen. Niewykluczone, że właśnie polsko-duńska koalicja zdominuje Grand Prix 2022, ale na pewno największe szanse na trzecie w karierze złoto ma Zmarzlik.

Jeśli komuś mało dowodów, to 27-latek wygrał wczoraj kwalifikacje do dzisiejszego turnieju. Zrobił więc dokładnie to samo, co w Gorican. Kwalifikacje polegają na wykręcaniu możliwie najlepszego czasu jednego okrążenia. Na podstawie tych czasów zawodnicy wybierają sobie numery startowe w zawodach. Zmarzlik wzorem inauguracyjnej eliminacji wybrał nr 5. Pojawi się więc już w 2. biegu, gdzie stanie obok Fredrika Lindgrena, Jacka Holdera i Dana Bewley’a.

Kibice na Stadionie Narodowym w Warszawie nie powinni narzekać na brak Polaków. Stałymi uczestnikami cyklu w tym roku są czterej żużlowcy – poza wymienionymi Zmarzlikiem i Janowskim także Paweł Przedpełski i Patryk Dudek. Jeźdźcy Apatora Toruń inauguracyjnych zawodów nie mogą zaliczyć do udanych. Przedpełski zajął ostatnie miejsce, a Dudek był lepszy tylko od czterech rywali. Dziś do tej czwórki dołącza „dzika karta” – Maksym Drabik. To wciąż młody żużlowiec, za którym już spory zakręt. Cały sezon 2021 poszedł na zmarnowanie, bowiem dwukrotny mistrz świata juniorów był zawieszony za doping. W tym roku wraca i robi to w znakomitym stylu, będąc jednym z liderów niepokonanego w lidze Motoru Lublin. Wróćmy jednak do fanów na Narodowym oraz przed telewizorami – w fazie zasadniczej dzisiejszego turnieju naliczyliśmy raptem trzy biegi bez Polaka – 4, 11, 16. Mamy nadzieję, że będą to w ogóle jedyne biegi bez biało-czerwonych w całych zawodach.

Do tej pory Narodowy nie był szczególnie szczęśliwy dla polskich żużlowców. Polacy nie wygrali tutaj ani razu. W 2015 roku przerwane po 12. biegach zawody wygrał Matej Zagar. Turniej, który miał być pożegnaniem Tomasza Golloba, okazał się totalną klapą – nawalała taśma startowa, a do tego posypał się tor… Rok później wygrał Tai Woffinden, a na podium nie było żadnego z Polaków – drugi był Greg Hancock, a trzeci Zagar. W 2017 roku triumfował Lindgren, przed Janowskim i Jasonem Doylem. 2018? Wygrywa Woffinden, drugi znów Janowski, trzeci Lindgren. I wreszcie rok 2019, czyli ostatnie do tej pory ściganie w stolicy Polski. Wygrał Leon Madsen, a na podium uplasowali się jeszcze Lidgren i Dudek.

Wygląda na to, że najlepiej geometria sztucznego toru w Warszawie na przestrzeni lat odpowiadała Woffindenowi i Lindgrenowi. Obaj należą do grona kandydatów do medalu w tegorocznych cyklu Speedway Grand Prix i obaj sezon rozpoczęli marnie. Szwed był w Gorican w środku stawki i dopisał sobie do klasyfikacji 8 punktów. Gorzej poszło Woffindenowi. Trzykrotny mistrz świata był lepszy tylko od Holdera, Maxa Fricke i Przedpełskiego. Brytyjczyk na pewno nie tak wyobrażał sobie start sezonu.

Czy Zmarzlik, Janowski lub któryś z pozostałych biało-czerwonych odczaruje dziś Stadion Narodowy i spowoduje, że po zawodach usłyszymy Mazurek Dąbrowskiego? Stęsknieni speedway’a fani z całej Polski, którzy przyjadą dziś do stolicy, na pewno liczą na taki właśnie scenariusz. Początek zawodów oczywiście o 19:00, a transmisja na żywo – to nowość – w TTV.